Marcin Radwański to rodowity zielonogórzanin, w tym mieście mieszka i pisze. Współpracuje z kwartalnikiem literacko-kulturalnym „Pro Libris”, studencką gazetą „UZ-etka” i portalem „wZielonej.pl”. Publikował m.in. w „Nowej Gazecie Literackiej” oraz „Akancie”. W swoim dorobku ma nie tylko powieści kryminalne (np. Nieprzypadkowa ofiara) czy znakomite opowiadania (vide tekst Zbiórka z 2014 roku), ale, co zaskakujące… tomik poetycki.

Piszę, że to fakt zaskakujący, gdyż przeczytawszy powieść Nie odrzucaj mnie, nie spodziewałabym się twórczości poetyckiej po jej Autorze. Jak sam przyznaje, podczas pisania inspirował się kryminałami skandynawskimi. Mamy tu więc wszystko, co w tym gatunku jest podstawą: makabryczną zbrodnię oraz wartką akcję wokół niej konstruowaną, ekipę policjantów śledczych prowadzącą dochodzenie i badającą okoliczności dojścia do zdarzenia, a w finale ujawniającą osobę sprawcy. Pojawiają się także sugestywne sceny erotyczne, ale, co ważne, także i szerokie spektrum popularnych ostatnio trudnych tematów społecznych. Na przekór trendowi, tym razem główny bohater – Piotr Tonder – sam nie jest pijącym policjantem, lecz ma styczność z problemem uzależnienia alkoholowego, musi walczyć o prawa rodzicielskie, ale także i rozstrzygnąć dylemat lojalności wobec przyjaciela. Ważnym wątkiem omawianej książki jest również seksoholizm i wynikająca z niego przemoc.

Radwański podzielił treść na dwie części, nierówne pod względem językowym, jednak wydawać się może, iż jest to celowy zabieg. Początkowo usypia czujność czytelnika dobierając słownictwo dosyć formalne, niezapowiadające dalszego klimatu akcji, lecz po wprowadzeniu do fabuły momentu zbrodni dialogi zaczynają wybuchać soczystością i przybierają charakter właściwy dla gatunku kryminalnego, zaś Autor zaczyna ukazywać swoje umiejętności narracyjne. Atrakcyjne dla fabuły jest wplecenie scen obyczajowych wprowadzających w świat codzienności śledczych: Tondera, Agnieszki Wiertelak, Ilkowskiego i Junga (dla znających twórczość pierwszorzędnego lubuskiego pisarza Alfreda Siateckiego jest to dodatkowy smaczek). Dzięki temu Radwański pełniej zarysowuje główne postaci, oddaje ich specyficzne cechy charakteru, ale i usprawiedliwia słabostki. Osadzenie fabuły w Zielonej Górze i okolicach niewątpliwie pozwala Lubuszanom identyfikować się z miejscem akcji i ułatwia im odbiór treści, lecz uważam, iż także czytelnikom z innych zakątków Polski przyjemność sprawi poznawanie bardziej i mniej malowniczych zakątków Winnego Grodu.

Jako osobę, która na co dzień, zawodowo i prywatnie, ma styczność z działalnością pisarską i wydawniczą, niepokoi mnie aspekt redakcyjny wszelkiej publikowanej w ostatnich latach twórczości. Chodzi mi o przepuszczanie czy może niezauważanie przed drukiem tzw. literówek oraz błędów ortograficznych i stylistycznych, co niestety spotkało także i tekst Nie odrzucaj mnie. Oczywiście, „byki” wyszły spod ręki Autora, gdyż każda osoba pisząca popełnia wspomniane lapsusy. Żal można mieć jedynie do wydawcy, że nie dopracował pod tym względem publikowanego przez siebie dzieła.

Po przeczytaniu najnowszej książki Marcina Radwańskiego jestem ciekawa, w którą stronę teraz pójdzie Autor? Czy skupi się na opowiadaniach, których konstruowanie warsztatowo ma już opanowane rewelacyjnie, czy może znowu zaprosi czytelników do świata Piotra Tondera i odkryje kolejne mroczne aspekty własnej osobowości, które są, trzeba przyznać, intrygujące.

Alina Polak