Tekst o koszeniu trawy”

Jest lato. Ponad nagrzaną od słońca ziemią, unosi się zapach świeżo skoszonej trawy. Nieopodal werandy na której siedzę, mieni się zielony już o tej porze staw pełen karpi. Zawieszona pod dachem latarnia daje półmrok, przy którym ten wieczór robi się jeszcze bardziej przyjemny.

Kocham takie dni. Płynące wolno, niczym maść wyciskana na ranę, której nabawiłem się bawiąc o poranku ze szczeniakami.

Ten spokój, to stan który czyni mnie szczęśliwym. Pomimo trosk i rzeczywistości, którą w tej chwili zostawiam w mieście.

Nie chcę myśleć o czynszu, cenie podgrzania wody, rachunku za telefon, czy promocyjnej cenie tłustego mleka, które zawsze dodaję do kawy. Pracy, której nie mam, nie wydanej jeszcze książce, wydawnictwach, okładkach i pieniądzach na prąd.

Wymazuje to wszystko, wpatrując się w błękit zachodzącego nad lasem słońca. To taki pospolity widok. Dlaczego doceniam go dopiero teraz?

Przeklęte ulice, brudne chodniki pełne wyrw, niemili ludzie, drzwi zamykane przed nosem i sprawy, których nie da się załatwić. Gdzie pędzę z tym całym tłumem?

Znów muszę odpocząć, otoczyć się niewidzialnym szkłem, przez które mogę obserwować i cieszyć z tego co wyłuskam z tego gówna.

Kończę, zamykam notes i idę kosić trawę, która chyba znów urosła zbyt mocno.

Marcin Radwański

28.07.2016 r.